Trochę późno, ale udało mi się pojechać w nocy. Nowa latareczka (bocialarka) jest niesamowita! Daje czadu oświetlając co najmniej 50m do przodu. Trochę przeszkadza co prawda brak mocnego światła na boki, ale nie jest źle (mój model oparty jest na kolimatorze 15 stopni)
W każdym razie wrażenie jest niesamowite! Ludzie naprawdę odsuwają się przed tak potężnym promieniem światła, a na pewno co najmniej odwracają się z zaciekawieniem ;-)
A samo jeżdżenie w nocy to super sprawa. Znany mi na pamięć Park Zachodni odkrywałem na nowo.
Rano do pracy w całkiem niezłym tempie (24,5 km/h)
Po pracy do domu naokoło przez Wilczyce, Dobrzykowice, Kamieniec, Łany, a potem Smoczy Las, jaz Bartoszowicki, Biskupin i miasto
Czekam z niecierpliwością aż zrobi się ciemno, aby przetestować nowo zakupioną bocialarkę (latarkę made by Bocian!). Według opisów i recenzji powinna być świetna - chętnie zobaczę co potrafi w praktyce
do pracy, z pracy przez Biskupin i Opatowice, a na końcu z Robertem od Babci do domu (8 km z Robertem w oszałamiającym tempie 14,7 km/h - jak na niego to i tak super!)
Pierwsze 5km z Robertem do Babci, potem przejechałem 3 razy w tą i z powrotem Park 1000-lecia i na koniec jeszcze zaliczyłem obydwa wiadukty na Klecińskiej
Zamek na Wodzie w Wojnowicach przez Janówek i Brzezinki
Domek (Wrocław/Kwiska) – Park Zachodni – ul.Królewiecka – ul.Główna – ul.Janowicka – Pisarzowice – Brzezinka Średzka – Brzezina – Wojnowice – do domku zielonym szlakiem przez Las Mokrzański a potem Marszowice i ul.Główną
Dzisiaj podjazd do Matysówki znowu mnie pokonał - ale tylko 1 raz ;-)
Potem niestety zjazd do Chmielnika nie był tak wspaniały jak zjazd do Kielnarowej 3 dni temu, ale cóż... Za to potem dojechałem do Malawy przez pola i stamtąd zjazd do Rzeszowa był naprawdę niczego sobie!
Niestety podjazd do Matysówki mnie pokonał - i to 2 razy :-( Lekkim usprawiedliwieniem jest różnica wysokości (150m), jednak widać, że nad podjazdami będę musiał jeszcze popracować.
Potem był wspaniały zjazd do Kielnarowej (szczegół, że chciałem zjechać do Chmielnika). W każdym razie podczas zjazdu ustanowiłem wspaniały rekord prędkości - 60,7 km/h!!!
Rower odkryłem dopiero rok temu, a dzisiaj trudno mi wyobrazić sobie życie bez niego. Jeżdżę przede wszystkim dla przyjemności, najchętniej podziwiając piękne krajobrazy, zamki i pałacyki. Sporo jeżdżę z synem - 6 i pół letnim Robertem - to dzięki niemu kupiłem rober. Gdy mam wybór pomiędzy drogą, a leśną ścieżką wybiorę tą drugą... mając nadzieję, że nagle się nie skończy ;-)